Marka Dragon Ball wciąż cieszy się statusem światowego fenomenu. Potwierdza to zarówno sukces niedawnej premiery Dragon Ball: Sparking! ZERO, jak i niesłabnące zainteresowanie nowym serialem – Dragon Ball Daima. Uwaga: poniżej znajdziesz kluczowe spoilery!
Powrót do pomysłów z GT? W oczekiwaniu na pełnoprawną kontynuację Dragon Ball Super (gdzie w mandze śledzimy starcie Goku z Friezą w jego nowej, mrocznej formie), fani otrzymali spin-off Dragon Ball Daima. Z perspektywy czasu wygląda to na autorską próbę Akiry Toriyamy, by zmierzyć się z dziedzictwem niesławnego Dragon Ball GT.
Przypomnijmy: GT powszechnie uchodzi za jedną z najsłabszych odsłon serii – produkcję pełną nielogiczności, która niemal pogrzebała popularność marki (uratowały ją jedynie gry wideo). Mimo to, serial ten posiadał kilka kultowych elementów, a bezdyskusyjnym numerem jeden była transformacja w SSJ4, która pod względem wizualnym broni się do dzisiaj. W najnowszym epizodzie Daimy twórcy zdecydowali się na odważny krok: gdy Goku w formie SSJ3 przegrywa starcie, zostaje uratowany i odradza się w sposób łudząco przypominający właśnie słynne SSJ4.
Nowa logika transformacji Choć oficjalna nomenklatura tej formy w Daimie nie została jeszcze potwierdzona – czy będzie to klasyczne SSJ4, czy może kolejna „boska” ewolucja – jeden szczegół zmienia postać rzeczy. Twórcy Daimy uzasadniają tę transformację biologicznym potencjałem genetycznym Saiyan, a nie kuriozalnym „wyczarowaniem” ogonów przez Goku i Vegetę, co w GT budziło wśród widzów raczej zażenowanie niż ekscytację. Wygląda na to, że Toriyama postanowił wziąć stare pomysły i obudować je w znacznie bardziej sensowną narrację.