Nie lubię bawić się z własnym dzieckiem. I długo miałam przez to wyrzuty sumienia.

Szczera historia o tym, dlaczego nie każdy rodzic lubi zabawy z dzieckiem i dlaczego nie czyni go to gorszym mamą ani tatą.

Autor
83 odsłon
6 min czytania

Pamiętam dokładnie ten dzień. Siedziałyśmy z koleżanką przy kawie. Rozmawiałyśmy o dzieciach, zmęczeniu i tym całym rodzicielstwie, które w internecie bardzo często wygląda jak niekończąca się reklama szczęścia. Uśmiechnięte mamy, kreatywne zabawy, dzieci siedzące spokojnie przy drewnianych układankach i dom pachnący świeżo upieczonym ciastem.

A potem ona powiedziała coś, po czym prawie zakrztusiłam się kawą.

„Wiesz co? Ja nie lubię bawić się ze swoim dzieckiem.”

Pomyślałam wtedy: jak można nie lubić bawić się z własnym dzieckiem?

Przecież dobra mama siada na dywanie. Układa klocki. Buduje zamki. Udaje księżniczkę, smoka albo pieska. Uśmiecha się przez cały dzień i czerpie z tego radość. Przynajmniej tak nam się to pokazuje. Próbowałam ją wtedy zrozumieć, ale szczerze? Nie rozumiałam.

Powiedziała wtedy coś jeszcze:

Ja uwielbiam przytulać swoje dziecko. Uwielbiam z nim rozmawiać. Chodzić na spacery. Czytać książki. Słuchać, jak opowiada o swoim dniu. Ale kiedy po raz siedemdziesiąty mam udawać, że plastikowa marchewka jest zupą, po prostu mam dość.

Pamiętam, że dalej wydawało mi się to dziwne. Bo przecież mama powinna lubić takie rzeczy.

Prawda?

Nie każda forma bliskości musi wyglądać jak zabawa na dywanie. Czasem miłość to rozmowa, spacer, wspólne gotowanie albo spokojna obecność obok dziecka.

Dopiero kilka lat później sama zostałam rodzicem. I wtedy wróciły do mnie jej słowa. Wróciły bardzo szybko. Po którymś kolejnym dniu zabawy w sklep. Po którymś kolejnym dniu układania tych samych figurek w tym samym miejscu. Po którymś kolejnym dniu, kiedy słyszałam:

„Mamo, chodź.”

„Mamo, pobaw się.”

„Mamo, jeszcze chwilę.”

I nagle zrozumiałam.

Nie chodziło o dziecko. Nigdy nie chodziło o dziecko. Chodziło o to, że nie każdy dorosły lubi dziecięce zabawy. Tak po prostu.

Niektórzy kochają budować z klocków. Inni wolą wspólne pieczenie ciasta. Jeszcze inni spacer, rower, czytanie książek albo rozmowę przed snem. I to nie czyni nikogo gorszym rodzicem. Przez lata wmówiono nam, że miłość do dziecka musi wyglądać w konkretny sposób. A przecież każdy okazuje ją inaczej.

🟩 Kilka słów od redakcji

W rodzicielstwie łatwo pomylić miłość z ciągłą gotowością do spełniania każdej dziecięcej potrzeby. Tymczasem dobry rodzic nie musi uwielbiać każdej zabawy. Ważniejsze jest to, żeby potrafił być naprawdę obecny tam, gdzie może dać dziecku swój czas, uwagę i zainteresowanie.

To jest jeden z tych tematów, o których rodzice rzadko mówią głośno, bo od razu pojawia się wstyd. A przecież niechęć do konkretnej zabawy nie oznacza braku miłości. Oznacza tylko tyle, że jesteśmy ludźmi, a nie animatorami zatrudnionymi na pełen etat przez własne dziecko.

Pewnego dnia sama powiedziałam mężowi coś, czego wcześniej nigdy bym nie przyznała:

„Kocham nasze dziecko nad życie. Ale nie cierpię bawić się lalkami.”

I czekałam, aż ktoś oceni mnie tak, jak kiedyś ja oceniłam swoją koleżankę. Tylko że nikt mnie nie ocenił. Bo okazało się, że wielu rodziców czuje dokładnie to samo. Po prostu mało kto mówi o tym głośno.

Największym problemem nie jest to, że nie lubimy jakiejś formy zabawy. Problem zaczyna się wtedy, gdy przez poczucie winy próbujemy udawać kogoś, kim nie jesteśmy. Dzieci bardzo szybko wyczuwają fałsz. Czują rodzica, który siedzi na podłodze z obowiązku, zerka na zegarek i marzy tylko o tym, żeby ta zabawa wreszcie się skończyła.

Ale równie mocno czują rodzica, który naprawdę jest obecny. Nawet jeśli ta obecność nie dzieje się przy lalkach, klockach czy plastikowej kuchni. Może dzieje się podczas spaceru. Może przy wspólnym robieniu naleśników. Może wtedy, gdy dziecko opowiada coś po swojemu, a my naprawdę słuchamy.

Rodzicielstwo nie polega na tym, żeby lubić wszystko. Polega na tym, żeby szukać takich sposobów bliskości, które są prawdziwe. Dla dziecka i dla nas.

Z naszego życia

Kiedy pierwszy raz usłyszałam od koleżanki, że nie lubi bawić się ze swoim dzieckiem, uznałam to za coś niewyobrażalnego. Kilka lat później siedziałam na podłodze, po raz kolejny ustawiając te same zabawki w tym samym miejscu i pomyślałam:

„O kurczę… teraz już wiem, o czym wtedy mówiła.”

I właśnie wtedy przestałam mieć do siebie pretensje.

Warto zapamiętać

Nie musisz uwielbiać każdej aktywności ze swoim dzieckiem. Nie o to chodzi w rodzicielstwie. Dziecko najbardziej potrzebuje Twojej obecności, uwagi i miłości. Nie perfekcyjnego odgrywania roli księżniczki przez trzy godziny dziennie.

Jak jest u Was?

Macie takie zabawy z dzieckiem, których po prostu nie lubicie? A może znaleźliście swój własny sposób na wspólny czas bez udawania, że wszystko sprawia Wam taką samą radość?

Udostępnij ten artykuł