W Polsce rośnie nowy ligowy potentat.

Autor
1.1K odsłon
2 min czytania

Jeszcze przed chwilą Motor Lublin balansował na krawędzi II ligi, by rzutem na taśmę wywalczyć awans do Ekstraklasy. Historia klubu przez długi czas przypominała emocjonalny rollercoaster, jednak dziś widać w Lublinie zupełnie inny kierunek: harmonijny rozwój i ambicje wykraczające daleko poza ramy boiska.

Przez trzy długie dekady stolica województwa lubelskiego, mimo bycia jednym z największych miast w Polsce, pozostawała futbolową pustynią na poziomie Ekstraklasy. W tym czasie w elicie meldowały się nawet znacznie mniejsze ośrodki, a lokalny rywal z Górnika Łęczna zdążył już w niej zadebiutować. W Lublinie zmieniali się prezesi i wizjonerzy, ale sukcesy pozostawały w sferze marzeń. Przełom przyniósł dopiero moment, w którym stery objął Zbigniew Jakubas.

Wielki biznes wchodzi do gry Pojawienie się w klubie jednego z najbogatszych Polaków nie oznaczało jednak błyskawicznego „finansowego raju”. Droga Motoru do elity była wyboista, pełna sportowych dramatów i zwrotów akcji. Stabilizacja na Arenie Lublin to nie koniec drogi, lecz dopiero wstęp do walki o najwyższe cele.

Polski futbol od zawsze borykał się z deficytem poważnych inwestorów. Wielki biznes zazwyczaj omijał nasze stadiony, a kluby były skazane na łaskę samorządów. Jakubas, jako lokalny patriota, postanowił przełamać ten schemat. Nie kierował się obietnicą szybkiego zysku, bo sam przyznaje, że na polskiej piłce trudno zarobić – chciał po prostu wesprzeć swoją społeczność.

Lekcja pokory właściciela Początki rządów miliardera nie były usłane różami. Jak sam przyznał w niedawnym wywiadzie dla serwisu Meczyki.pl, przeprowadzonym przez Dawida Dobrasza, pierwsze lata były czasem eksperymentów. Próbowano różnych konfiguracji z Markiem Saganowskim, Michałem Żewłakowem czy Bogusławem Leśnodorskim, które jednak nie przynosiły satysfakcji właścicielowi.

Przełomem okazał się moment, w którym Jakubas postanowił przejąć bezpośrednią kontrolę nad organizacją. – Dałem wolną rękę innym, ale nie byłem zadowolony z efektów. Dopiero propozycja Goncalo Feio, by połączyć funkcje trenerskie i dyrektorskie, przy jednoczesnym moim zaangażowaniu w prezesurę, zaczęła przynosić wymierne rezultaty – podsumował właściciel Motoru.

Udostępnij ten artykuł
Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *